Wytrwałość i słomiany zapał

Największym grzechem każdego, kto potrzebuje jakiejś zmiany w życiu jest słomiany zapał. Tylko wczoraj udało mi się przeczytać na ten temat artykuł i w Zwierciadle i u koleżanki na blogu. Kilka motywacyjnych wezwań od Emily Skye.

Z rysowaniem jest tak samo.

Jak każda zmiana w życiu wymaga poświęcenia. Wyznaczenia sobie celu, później pracy pracy, pracy, pracy i dojścia do jakichś efektów. Zadowalających lub nie i dalej pracy albo zmiany planu. I tak dalej.

Wakacje są. Więcej mam czasu wolnego. Wczoraj widziałam też kilka pogadanek Masterclass z Frankiem Gehrym o tym jak doszedł do swojego olśnienia, oświecenia i wielkiego pomysłu który ostatecznie rozsławił go w świecie.

Kiedy słucha się takiej historii z ust mistrza, człowiek zaczyna się zastanawiać nad swoimi wyborami i konsekwencjami decyzji, jakie podejmuje na codzień.

Pomyśl sobie tylko o tym, że decyzja o wyborze studiów (chyba że urodziłeś się z tą myślą) wpada ci do głowy ot tak. Albo ją pielęgnujesz i utwierdzasz się w przekonaniu, że jest słuszna, albo jakośtam z nią żyjesz i uznajesz, że skoro tyle z nią żyjesz to jest słuszna.

No ale wracając do Gehrego. Otóż opowiadał historię tego, jak to nie on wybrał architekturę, a ona wybrała jego. Z biednej rodziny chłopak, który chciał się uczyć ale nie wiedział czego. Opowiadał historię pierwszej próby edukacji inżynierskiej jaką była chemia, później garncarstwo czy jakaś inna ceramika i w końcu architektura. Usłyszał też od jednego swojego nauczyciela, że ma wyjść z jego zajęć, bo architektura to nie jest jego para kaloszy.

Dalej tylko historia tego, jak przypadkiem wpadła mu do głowy ryba jako odpowiedź na postmodernę. Na temat postmodernizmu i tego z czym się wiąże pogadamy sobie kiedyś indziej. Do architektury analitycznej czy też szyderczej w końcu trzeba dorosnąć i ja właśnie chyba jestem już na tym etapie, że dorosłam.

A propos etapów. Teraz jestem na etapie, kiedy rysować już umiem, choć nie tak dobrze jakbym chciała, to lepiej niż ktoś kto się uczy i potrzebuje mieć wyższy poziom. Uczę się digital paintingu bo to zabawka przyszłości i uważam że warto. Idzie mi jak po grudzie…jak to każda edukacja i myślę, że znów zaczynam rozumieć moich uczniów. Nie wszystkich oczywiście, ale tych bardziej sfrustrowanych rozdźwiękiem pomiędzy tym, co mają w głowie i im się wydaje, a tym co powstaje spod ich ręki na papierze jako zapis niby myśli.

Jedyne rozwiązanie, to przeboleć nieumiejętność i wspiąć się w tym rysunku poziom wyżej. Po to tylko, by braki warsztatowe nie zakłócały obrazu całości i żeby nie wydawało się, że z głupkiem drodzy państwo mamy do czynienia. To nie głupek. To tylko ktoś, kto jeszcze nie potrafi narysować tego, co wymyślił.

Nie chcę być super bucem. Ale krytyczna jestem w stosunku do tego co mi się na Instagramie przewija codziennie. Wnioski z tego takie, że Niektórzy, niestety potrafią narysować to co wymyślili, a ja niejednokrotnie zastanawiam się po co.

O wymyślaniu i tworzeniu w trakcie rysowania to też może pogadamy sobie jutro. Czy tam kiedyś

Do zobaczenia

Wakacyjny kurs rysunku

Specyfika zajęć przygotowujących do egzaminu podobna jest do maratonu. Nie można przerywać treningów zatem jedyny rozwiązaniem jest wzięcie pod pachę szkicownika (albo tak jak ja ipada) i ruszenie w teren. Lekcje rysunku w plenerze to dodatkowe wyzwanie. Poza samym rysowaniem które bywa tak samo przyjemne, jak trudne i frustrujące dochodzą warunki pogodowe, niewygodne, albo wygodne miejsce do siedzenia, warunki pogodowe i uwaga kto? zachwyceni turyści.

Ci ostatni bywają motywujący i irytujący jednocześnie.

Możemy oczywiście rysować w parku. Turystów mniej, temperatura nieco przyjemniejsza, a i kontakt z naturą nam się przyda.

Rysunek odręczny to ciężki codzienny trening i praca. Ale jak każda umiejętność unikatowa jest to praca, która przynosi efekty. Uczymy się sumienności, dyscypliny, samoorganizacji, odporności na krytykę i wielu innych przydatnych cech, których nie nauczyła nas szkoła.

kurs rysunku kraków